{Narrator}
Hermiona Granger już rozgościła się w swoim gabinecie a teraz zmierzała na ucztę powitalną. Był to jej drugi rok w Hogwarcie, gdzie uczyła Eliksirów. Uwielbiała tą posadę i lubiła większość uczniów. Nie znosiła tylko Ślizgonów, nie znosiła ich pyszałkowatości, ich wywyższania się. Ślizgoni mieli u niej piekło na lekcjach, szczególnie Scorpius Malfoy. Otrząsnęła się z ponurych myśli i stanęła przed Wielką Salą. Jej obowiązkiem było przeprowadzić Ceremonię Przydziału. Wkrótce pierwszoroczni nadeszli a prowadził ich już posiwiały Hagrid.
- Dziękuję ci, Hagridzie - powiedziała do półolbrzyma, który tylko skinął głową i wszedł do Sali.
- Witam pierwszorocznych! Zaraz wejdziemy do Wielkiej Sali, gdzie przejdziecie Ceremonię Przydziału - powiedziała Hermiona. Najwidoczniej pierwszoroczni byli przerażeni, ale dojrzała jakąś rękę machającą do niej z tyłu tłumu. Była to Lily Potter, córka Harry'ego Pottera i Ginny Potter, jej przyjaciół. Odmachała szybko, żeby nikt nie widział.
- Dobrze! Więc, wchodzimy! - oznajmiła Hermiona i otworzyła drzwi. Wszystkie oczy zwróciły się na nią i na pierwszorocznych. Przeszli szybko do podestu, gdzie stał stołek a na nim Tiara, która oznajmiała kto do jakiego domu idzie. Stanęłam obok stołka i wyjęłam listę z nazwiskami. Pierwszy był "Abbott, Matt" który trafił do Hufflepuffu. "Malfoy, Scorpius" trafił do Slytherinu. W końcu doszło do "P".
- Potter, Lily! - powiedziała głośno Hermiona a z tłumu wyszła dziewczynka o rudych włosach. Siadła na stołku a nauczycielka eliksirów nałożyła jej na głowę Tiarę.
- GRYFFINDOR! - krzyknęła po chwili Tiara. Lily zdjęła ją z głowy i podeszła do stołu Gryfonów, gdzie rozległy się głośnie oklaski. Jakiś czas później, było już "W".
- Weasley, Hugo! - po tym, z tłumu wyszedł rudowłosy chłopiec, jej syn (Hermiony), który trafił także do Gryffindoru. To był już koniec, więc zwinęłam listę i siadłam na swoim miejscu. Minerwa McGonagall podniosła się z krzesła.
- Do nowych uczniów ; Witajcie! Do starych uczniów ; Witajcie ponownie! Chciałam jeszcze tylko przypomnieć, że wstęp do Zakazanego Lasu jest zabroniony, chyba że z nauczycielem. Pan Filch, nasz szkolny woźny, chciał powiedzieć że lista zabronionych przedmiotów wisi na drzwiach jego gabinetu. A teraz ; Smacznego! - powiedziała Minerwa i z powrotem siadła. Na stołach pojawiły się przeróżne potrawy.
[Koniec uczty]
- Zanim udacie się do łóżek, przypominam że jutro rozdamy wam plany. Dobranoc! - skończyła Minerwa i wszyscy zaczęli się podnosić z miejsc. Uczniowie poszli za prefektami a nauczyciele do siebie.
[Następny dzień, rano]
Krzątałam się po gabinecie, przygotowując materiały na dzisiejszą lekcję. Miałam ją z czwartoklasistami, Ślizgoni i Gryfoni. Nie byłam z tego zbytnio zadowolona. Gryfoni są dobrzy, Ślizgoni okropni. No, ale cóż poradzić. Zrobiłam wszystko co miałam zrobić i udałam się na śniadanie. Przywitałam się z nauczycielami. Nagle, podeszła do mnie Minerwa.
- Hermiono, chciałabym żebyś rozdała uczniom plan, dobrze? - spytała mnie. Kiwnęłam głową i wzięłam od niej kartki. Przeszłam się wokół stołów, zostawiając na koniec stół Gryfonów. W końcu i do niego doszłam.
- Tutaj macie plan na ten semestr - powiedziałam, rozdając uczniom kartki. Gdy Rose na mnie spojrzała, mrugnęłam do niej. Uśmiechnęła się w odpowiedzi i wróciła do rozmowy z koleżankami. Gdy zjadłam, poszłam do swojej klasy i poustawiałam wszystko. Za drzwiami słyszałam już głosy uczniów. Gdy wszystko było gotowe, otworzyłam drzwi.
- Wejść - powiedziałam krótko. Wszyscy weszli i w milczeniu zajęli miejsca. Machnęłam różdżką i zasłoniłam roletami okna.
- Dzisiaj przygotujemy Eliksir Euforii. Otwórzcie Warzenie eliksirów dla zaawansowanych na stronie 50 - oznajmiła Hermiona. Rozległ się szelest przewracania kartek.
- Zaczynajcie! - powiedziała nauczycielka eliksirów. Wszyscy zaczęli przygotowywać eliksir. Hermiona przechadzała się po klasie, poprawiając uczniów. Podeszła do Scorpiusa, którego wywar był liliowy, zamiast błękitnego.
- Panie Malfoy, dodał pan sok z cytryny? - zapytała łagodnie. Chłopak zerknął przerażony na książkę.
- Nie... - powiedział cicho.
- Właśnie - odparła Hermiona, po czym machnęła różdżką, wyczyszczając kociołek Scorpiusa. Potem przeszła dalej. Usłyszała za sobą ciche przekleństwo i obraźliwe słowo, skierowane w jej stronę. W sali zrobiło się cicho jak makiem zasiał. Hermiona obróciła się w stronę Scorpiusa.
- Słyszałam to, panie Malfoy. Slytherin traci 20 punktów. I jeśli jeszcze raz coś się takiego powtórzy, będzie miał pan szlaban - oznajmiła cicho, patrząc mu w oczy.
- Tak jest, pani profesor - powiedział, kryjąc złość. Nauczycielka przeszła dalej. Rose stłumiła chichot i wróciła do pracy. Pod koniec lekcji na jej biurku widniało mnóstwo flakoników z eliksirem.
[Popołudnie]
Ginny właśnie szła do barierki, gdzie stał hipogryf. Zatrzymała się jakąś odległość od niego i ukłoniła się powoli, patrząc mu w oczy i starając się nie mrugać. Zwierzę po chwili odkłoniło się. Ginny podeszła do niego i pogładziła go po dziobie.
{Perspektywa Ginny}
- Cześć, Hardodziób.... Jak się masz, staruszku? - zapytałam. Hipogryf otarł się łbem o moje ramię. Roześmiałam się i klepnęłam go po szyi.
- Zobaczymy się później - szepnęłam i odeszłam. Znalazłam się przy innej barierce, gdzie stały pegazy. Wyjęłam jabłko z torby i podeszłam do jednego. Pochyliłam głowę z szacunkiem i wyciągnęłam dłoń. Pegaz, który nazywał się Strzała, obwąchał jabłko i delikatnie je wziął. Zjadł i popatrzył na mnie. Zbliżyłam do niego dłoń. Parsknął ostrzegawczo. Strzała był rasy Tesnal. Pegazy tego rodzaju były bardzo nieufne i trzeba było się przedstawiać, żeby nas rozpoznał.
- Strzało, jestem Ginny Potter, twoja opiekunka - przestawiłam się. Spojrzenie Strzały złagodniało i on sam zarżał radośnie. Pogładziłam go po szyi.
- Witaj Strzało, stary druhu. Jak się masz? Mam nadzieję że ty i twoja rodzina są zdrowe, czego im życzę - powiedziałam oficjalną formułkę. Od razu otoczyło mnie stado pegazów, oczywiście przyjaźnie nastawione. Jeden źrebak podszedł bliżej i trącił mnie łbem.
- Witajcie! Wszyscy zdrowi? Dobrze. Wybaczcie, ale muszę iść. Jednak zostawiam wam coś - powiedziałam i wysypałam z torby jabłka. Pegazy pożegnały mnie radosnymi parsknięciami. Wyszłam poza barierkę i stanęłam przed ścieżką, czekając na uczniów, którzy już szli. Ślizgoni i Gryfoni. Przeklęłam w duchu. Tłum już się zbliżał, rozmawiając nadal, gdy stanął przede mną.
- Cisza! Cisza proszę! - krzyknęłam. Momentalnie, zapadła cisza.
- Dziękuję. A teraz za mną - powiedziałam i ruszyłam ścieżką, która prowadziła do zagrody pegazów. Stanęliśmy niedaleko przed barierką.
- Czy ktoś wie, co to za stworzenia? - spytałam. Gdy to powiedziałam, rozległo się prychnięcie.
- Przecież to oczywiste, że to pegazy! - dało się słyszeć tą pogardliwą uwagę. Powiedział ją Scorpius Malfoy.
- Scorpius, podejdź tu do mnie - powiedziałam, kryjąc wściekłość. Chłopak podszedł do mnie, wyraźnie rozbawiony sytuacją.
- Tak cię to bawi? Proszę, pokaż nam jak podejść do pegaza, skoro jesteś taki mądry! - powiedziałam. Uśmiech chłopaka znikł mu z twarzy. Postawił torbę na ziemi i rozejrzał się po okolicy. Podszedł do jabłoni i zerwał z niej jabłko. Potem podszedł do jednej klaczy i wyciągnął rękę z jabłkiem. Na jego nieszczęście, ta klacz miała samca. I on był bardzo zazdrosny. Podkłusował do swojej klaczy i przeskoczył barierkę, rżąc na Scorpiusa. Stanął dęba i rozłożył skrzydła. Był to znak, że jest rozwścieczony. Wkroczyłam do akcji, stając przed przestraszonym chłopakiem i rozkładając ręce w obronnym geście.
- Skała, nie! - krzyknęłam i spojrzałam ogierowi w oczy. Stanął na ziemi, parskając. Podeszłam do niego, skłoniłam głowę z szacunkiem i wyciągnęłam rękę. Dał się dotknąć.
- Skała, wiem że jesteś zły, ale nie możesz skrzywdzić tego.... chłopaka. Nie wiedział, że to twoja klacz - usprawiedliwiałam Scropiusa. Skała już się uspokoił. Podeszłam do furtki i otworzyłam ją. Pegaz wszedł do środka i stanął koło swojej klaczy, patrząc groźnie na blond chłopaka. On wrócił już do tłumu. Obróciłam się do uczniów.
- Eee.... Więc, ktoś chciałby przywitać się z pegazami? - myślałam, że nikt się nie zgłosi ale zobaczyłam jedną rękę, należącą do Rose Weasley. Uśmiechnęłam się.
- Dobrze. Chodź, podejdź tu - powiedziałam a dziewczyna stanęła obok mnie. Wręczyłam jej jabłko. Chciałam żeby zaprzyjaźniła się ze Strzałą, przywódcą stada.
- Podejdź to tego tu, - mówiąc to, wskazałam na Strzałę - wyciągnij rękę z jabłkiem. Okaż mu szacunek, pochylając głowę i przedstaw się. Nie zapomnij o tym, zresztą sama ci pokażę.
Wzięłam drugie jabłko i podeszłam do Strzały. Popatrzył na mnie nieufnie. Wyciągnęłam rękę z jabłkiem do niego i skłoniłam głowę. Zjadł jabłko i popatrzył na mnie.
- Strzało, jestem Ginny Potter, twoja opiekunka - powiedziałam to i spojrzenie Strzały znowu złagodniało. Pogładziłam go po pysku. Nadal stojąc przy pegazie, machnęłam ręką na Rose. Zrobiła wszystko jak ja.
- Strzało, jestem Rose Weasley, uczennica Ginny Potter - przedstawiła się dziewczyna. Strzała parsknął zachęcająco. Rudowłosa podeszła do niego i poklepała go po szyi. Zostawiłam ją z pegazem i porozdzielałam wszystkich innych. Scorpius nie dostał pegaza, nie można było ryzykować, żeby sytuacja się powtórzyła. Wróciłam do Rose. Wpadł mi do głowy jeden pomysł.
- Rose, połóż mu rękę na grzbiecie. Jeśli potrząśnie łbem, to ją zabierz - poinstruowałam dziewczynę. Gdy ręka rudowłosej była już na grzbiecie Strzały, ten nie zareagował. To był dobry znak.
- Myślę, że możesz na niego wsiąść - mruknęłam pod nosem. Rose spojrzała na mnie przerażona.
- Co? Ale... - zaczęła i nie dokończyła, gdyż Strzała zarżał. Najwyraźniej sam tego chciał.
- No już, chyba wiesz jak się wsiada na pegaza? - zapytałam. Dziewczyna pokręciła przecząco głową.
- Stań na tym kołku i przerzuć nogę nad jego grzbietem i usiądź. Tylko zrób to delikatnie, bo cię zrzuci - ostrzegłam. Rose wsiadła na Strzałę, który był z tego najwidoczniej zadowolony.
- Sama też wsiądę i wtedy zobaczymy co się zrobi - oznajmiłam. Kazałam swoim uczniom przyglądać się nam. Potem gwizdnęłam i podeszła do mnie moja ulubiona klacz i przyjaciółka - Róża. Wsiadłam na nią i podjechałam koło Rose.
- Gotowa? - zapytałam. Dziewczyna kiwnęła głową.
- Strzała, wiesz co robić! - powiedziałam głośno. Strzała ruszył stępem, potem zaczął kłusować i gdy puścił się galopem, rozłożył skrzydła. Skierował się na urwisko. Róża trzymała się za nim. Uczniowie biegli za nami.
Gdy pegaz był już nad przepaścią, machnął skrzydłami i skoczył w przepaść. Dało się słyszeć krzyk Rose. Róża skoczyła za Strzałą a po chwili już unosiła się w powietrzu, a Strzała razem z nią. Rozległy się okrzyki podziwu.
- Dobra, Strzała, ląduj. Starczy na dziś! - zarządziłam i oba pegazy wylądowały. Rose zsunęła się ze strzały i pogładziła go po szyi. Ja zeskoczyłam z Róży i przytuliłam ją. Potem kazałam wracać pegazom do zagrody a uczniom do zamku.
wtorek, 11 czerwca 2013
Rozdział 1
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz