{Narrator}
Luna sprawdzała właśnie czy szafa z boginem jest zamknięta, gdy rozległo się pukanie do drzwi jej klasy.
- Proszę - odezwała się cichym głosem. Przez drzwi weszła Ginny Potter.
- Cześć Luna. Co tam? - odezwała się, na pozór spokojnym głosem, lecz Luna wyczuła w nim zdenerwowanie.
- Co cię wytrąciło z równowagi? - zapytała, porzucając szafę z boginem i odwróciła się przodem do Ginny. Ta wyglądała na zaskoczoną.
- Scorpius Malfoy - wyjaśniła nauczycielka ONMS. Luna pokiwała głową ze zrozumieniem.
- Wiem, też go nie lubię. Ale musimy to przetrwać. Wiesz że Scorpius...khem... lubi Rose Weasley? - zapytała. Ginny kiwnęła głową.
- Wiem, przecież się przyjaźnią - oznajmiła krótko przyjaciółka Luny. Nauczycielka OPCM potrząsnęłą głową.
- Nie, on się raczej w niej podkochuje.... - sprostowała. Ginny znowu wyglądała na zaskoczoną.
- O... Tego nie wiedziałam...... - mruknęła pod nosem Ginny. Wtedy obie kobiety zauważyły błysk brązowych włosów, znikających ze drzwi. Ginny pierwsza się ruszyła. Podbiegła do drzwi.
- Hermiona! Czekaj, nie rób nic głupiego! - krzyknęła i pobiegła za nią. Po chwili jednak wróciła.
- Nie złapałam jej. Zamknęła się w swoim gabinecie! - oznajmiła nauczycielka ONMS. Luna milczała.
- Teraz Scorpius nie będzie miał łatwego życia... - stwierdziła nagle Luna. Ginny pokiwała głową.
- Taa....
{Perspektywa Scorpiusa Malfoy'a, eliksiry}
Biegłem właśnie na eliksiry, na które byłem zapewne już spóźniony. Zdyszany, dopadłem do klamki i otworzyłem szeroko drzwi. Cała klasa już siedziała na miejscach, niektórzy jeszcze stali a profesor Granger patrzyła się na mnie, w jej oczach malowało się zadowolenie.
- Spóźnienie, panie Malfoy, więc sądzę, że Slytherin traci 15 punktów. Proszę siąść - oznajmiła, ze złośliwym uśmieszkiem. Poszedłem na swoje miejsce, siedziałem koło Rose Weasley. Ona była Gryfonką, ale nie przeszkadzało nam się to przyjaźnić. Wpatrywałem się w ławkę, nie słuchając nauczycielki.
- Panie Malfoy, proszę powtórzyć co właśnie powiedziałam - rozległ się głos. Nie odpowiedziałem, nie wiedziałem co mam powiedzieć.
- Slytherin traci kolejne 15 punktów - oznajmiła profesor Granger, ze mściwym uśmieszkiem na twarzy.
- Nie warto! Będziesz miał szlaban! - szepnęła do mnie Rose, widząc że już otwieram usta, by coś powiedzieć. Zamknąłem je więc i zacząłem robić eliksir, który nam zadano. Oczywiście, dostałem z niego najgorszą ocenę. Gdy rozbrzmiał dzwonek, zwlekałem z wyjściem. Gdy nikogo oprócz mnie i pani profesor nie było, podszedłem do niej.
- Czego pan chce, panie Malfoy? - zapytała.
- Chciałem spytać, dlaczego pani zachowuje się tak niemiło w stosunku do mnie - powiedziałem, siląc się na uprzejmy ton. Nauczycielka spojrzała na mnie, mrużąc oczy i podeszła do wyjścia.
- Nie jest to pana interes. Myślę, że za nachodzenie nauczyciela, należy się szlaban. Przez tydzień, każdego wieczoru u mnie o 20:00 - oznajmiła mściwym tonem i wyszła. Spojrzałem za nią, zaciskając pięści. Potem chwyciłem torbę i wyszedłem za nią. Na korytarzu czekała na mnie Rose.
- Gdzieś ty był? - spytała. Opowiedziałem jej co się stało. Gdy skończyłem, spojrzałem na nią w nadziei że mnie poprze.
- Słuchaj, Scorpius.... Nie będę mówić "A nie mówiłam?"... Jednakże ostrzegałam cię, że tak to się skończy - oznajmiła z wahaniem. Prychnąłem i przez resztę drogi milczałem.
{Perspektywa Luny, lekcja OPCM}
Czekałam przed klasą na uczniów. W końcu przyszli i otworzyłam drzwi. Weszliśmy do środka i ustawiliśmy się przed szafą z boginem. Odwróciłam się w stronę czwartoklasistów.
- Czy ktoś wie, co to jest? - spytałam, wskazując na szafę. Jedna ręka wystrzeliła w górę.
- To jest bogin, pani profesor - powiedziała rudowłosa dziewczyna. Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Bardzo dobrze. Nazywasz się...? - zapytałam.
- Rose Weasley - odpowiedziała, lekko drżącym głosem.
- Więc, Rose, zarobiłaś właśnie 10 punktów dla Gryffindoru - oznajmiłam.
- Tak, kontynuując, to jest bogin. Nikt nie wie jak bogin wygląda w ukryciu, wiedział to tylko auror, Alastor Moody. Wie ktoś jaka jest najsilniejsza broń na bogina? - znowu zapytałam. Znowu w górę wystrzeliła dłoń, tyle że nie Rose, tylko Scorpiusa Malfoy'a.
- Śmiech. Można pokonać bogina śmiechem - oznajmił chłopak, opuszczając rękę.
- Oraz zaklęciem Riddiculus - uzupełniłam - Jak przypuszczam, ty jesteś Scorpius Malfoy?
Chłopak powoli skinął głową. Znowu się uśmiechnęłam.
- Znałam twojego ojca, gdy był tutaj w szkole.... Nie jesteś do niego podobny, oczywiście nie z wyglądu.... Jesteś inny... - dodałam, mówiąc bardziej sama do siebie niż do uczniów. Otrząsnęłam się z tego i wróciłam do lekcji.
- Więc, ktoś na ochotnika? - zapytałam. Nikt się nie zgłosił. Westchnęłam w duchu.
- Pokażę wam, to łatwe - ofiarowałam się i stanęłam przed szafą. Machnęłam różdżką i mebel zaczął powoli się otwierać. Wyszedł z niego śmierciożerca z workiem. Bałam się ich najbardziej, odkąd mnie porwali, gdy byłam jeszcze w Hogwarcie, ucząc się. Wyobraziłam sobie, że worek wskakuje na śmierciożercę i wkłada się na niego do pasa, nie pozwalając mu uciec.
- Riddiculus! - krzyknęłam i machnęłam różdżką. Rozległ się trzask i pojawiło się to sobie wyobraziłam. Wszyscy zaczęli się śmiać. Odwróciłam się do nich i kazałam im się ustawić w rządku. Każdy po kolei rzucał zaklęcie na bogina, który był coraz bardziej roztargniony. W końcu przyszedł czas na Scorpiusa Malfoy'a. Gdy podszedł on do bogina, zobaczyłam błysk szkarłatu i bladą twarz. Scorpius zamarł, niezdolny do wykonania ruchu. Skoczyłam przed niego i znowu pojawił się śmierciożerca. Znowu krzyknęłam Riddiculus i worek uwięził śmierciożercę. Przejechałam ręką po twarzy i odwróciłam się uśmiechnięta do klasy.
- Brawo, gratuluję wszystkim! Możecie już pójść - oznajmiłam i podeszłam do biurka.
- Scorpius, proszę zostań na chwilę - poprosiłam. Widziałam że chłopak był nadal przerażony, tym co się stało. Podszedł do mojego biurka.
- Tak, proszę pani? - zapytał, próbując udawać spokojnego. Spojrzałam na niego poważnie.
- Scorpiusie, nie wiedziałam, że boisz się Voldemorta - powiedziałam. Scorpius wzdrygnął się na dźwięk tego imienia.
- Daj spokój, on już nie żyje! - mimo tego zapewnienia, chłopak nie wyglądał na przekonanego.
- Wiem ale.... - urwał i wbił wzrok w podłogę.
- Dobrze, zmykaj już - powiedziałam i wskazałam drzwi. Scorpius podszedł do nich i gdy już miał wyjść, odwrócił się z powrotem do mnie.
- Ale... Nie powie pani nikomu, prawda? - zapytał, zaniepokojony. Uśmiechnęłam się krzepiąco.
- Nikomu nie powiem, nie martw się. A teraz już idź, bo spóźnisz się na następną lekcję - oznajmiłam i chłopak wyszedł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz